Jakub Blaszczykowski Kuba Federico Bernardeschi Fiorentina AC ACF Firenze 18 02 2016 Stadio Arte„Po sezonie porozmawiamy z Kubą i jego doradcami” – dyplomatycznie, a mało konkretnie odpowiedział trener Borussii Dortmund Thomas Tuchel na pytanie przedstawiciela polskiego Eurosportu o przyszłość Kuby Błaszczykowskiego w tym klubie.

Podczas konferencji prasowej po meczu Borussii z Schalke Gelsenkirchen niemieccy dziennikarze krytykowali grę skrzydłami (a właściwie jej brak) w ekipie Andre Breitenreitera oraz roztrząsali wybory personalne szkoleniowca BVB. Dlatego Tuchel wydawał się mocno zaskoczony pytaniem o polskiego pomocnika, z którym pewnie nie miał bezpośredniego kontaktu od 6 miesięcy. Mimo, że zdołał szybko zapanować nad słowami, to rozbiegany wzrok, szukający ratunku u rzecznika prasowego oraz mowa ciała świadczyły, że nie czuł się komfortowo z tym pytaniem.

Jakie są fakty? Tuchel po objęciu posady nie dawał zbyt wielu szans Kubie na grę, więc ten postanowił szukać piłkarskiego spełnienia w Fiorentinie. Po niezłym początku wrócił z jesiennego zgrupowania kadry z kontuzją. Kiedy się leczył, znakomitą formę osiągnął Federico Bernardeschi. 22-latek zdominował prawe skrzydło Violi, co zaowocowało powołaniem do Squadra Azzura, a Błaszczykowskiemu zablokowało miejsce do podstawowego składu. W efekcie, w lutym i marcu nie wybiegł na boisko w 7 kolejnych meczach, a trener Paolo Sousa dał mu szansę dopiero po ostatnich spotkaniach kadry, wystawiając w dwóch kwietniowych meczach odpowiednio na 19 i 8 minut. Zbiegło się to w czasie z ogłoszeniem przez Fiorentinę, że po sezonie nie wykupi Polaka z Dortmundu.

Teoretycznie więc Kuba będzie do dyspozycji Tuchela i, znowu teoretycznie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby powalczył jeszcze raz o swoją szansę w Dortmundzie, przekonując do siebie szkoleniowca. Ale tylko teoretycznie…. Tuchel ma swoją wizję zespołu, w której Polak nie zmieścił się latem i nie ma powodów, by teraz go ta wizja objęła. Borussia nie gra z już klasycznymi bocznymi pomocnikami. To środkowi, uniwersalni, ofensywni pomocnicy są ustawiani bliżej bocznej linii, często schodząc do środka i rotując pozycjami z innymi piłkarzami odpowiedzialnymi za ofensywę. W ten sposób grają Henrich Mchitarian, Marco Reus, Shinji Kagawa, ewentualnie Gonzalo Castro. Utworzoną w ten sposób przestrzeń na flankach wypełniają boczni obrońcy, przeistaczając się w bocznych pomocników. Ewentualnie w taktyce z trzema obrońcami rolę wahadłowych skrzydłowych wypełniają Marcel Schmelzer, Łukasz Piszczek lub Eric Durm, którzy dużo biegają od jednego pola karnego do drugiego, ale znacznie więcej mają do zaoferowania w defensywie. Te systemy wypaliły w obecnym sezonie. Nowy trener szybko przekonał podopiecznych do swoich wariantów, a te przyniosły sukcesy. Drużyna się rozwija i wszystko wskazuje, że w przyszłym sezonie będzie jeszcze lepsza. Dla zawodnika o charakterystyce Błaszczykowskiego za bardzo nie ma tam miejsca. Grzanie ławy z kolei, tak jak we Florencji, go nie interesuje, bo jest na to za dobry i za młody.

Kuba przez 8 lat gry w Niemczech wyrobił sobie znakomitą markę. Zdobył dwa tytuły mistrza Niemiec, wygrał Puchar Niemiec, grał w finale Ligi Mistrzów. Jest wzorem profesjonalizmu, znakomitym piłkarzem. Do tego zna doskonale kraj i język. Myślę więc, że najlepszym rozwiązaniem, byłby transfer do innego klubu Bundesligi. Wiele renomowanych ekip, grających w europejskich pucharach lub do nich aspirujących, mogłoby mu zapewnić i poziom sportowy, i odpowiednie zarobki. Pomijając Schalke Gelsenkirchen, gdzie nie trafi z oczywistych powodów pozasportowych, takie kluby jak HSV, VFB Stuttgart, Hertha Berlin czy Borussia Moenchengladbach byłyby uzasadnionym wyborem. Szczególnie atrakcyjna wydaje się tutaj perspektywa Berlina – duża szansa na Champions League, spore aspiracje, konieczność wzmocnienia kadry przed europejskimi pucharami, stosunkowo słaba konkurencja na skrzydłach.

Jeszcze niedawny kapitan reprezentacji Polski to zbyt dobry i cenny zawodnik dla naszej kadry, by jego przyszłość klubowa stała się nam obojętna. Zawsze w biało-czerwonych barwach zostawiał na boisku serce i płuca, podrywał kolegów do walki, a w okresie mizerii polskiej ekipy był jednym z nielicznych, któremu się „chciało”. To facet, który przy sprzyjającym zdrowiu i udanej karierze klubowej, może jeszcze kilka sezonów być solidną podporą reprezentacji.

Rafał Sak