Fussball 1 Bundesliga Saison 2014 2015 27 SPIELTAG Borussia Dortmund FC Bayern Muenchen 04 04 20Byłem. Widziałem. Uwierzyłem. Tak jak święty Tomasz potrzebowałem dowodów, by dać wiarę. W Dortmundzie przed, w trakcie i po Der Klassiker obserwowałem coś, co w futbolu nie jest powszechne. Szacunek do byłego piłkarza, który teraz reprezentuje barwy największego rywala.

Od razu na myśl nasuwa się mi się słowo „zdrajca”. Co jednak ono oznacza? Transakcja pomiędzy dwoma najbardziej, albo jednymi z bardziej znienawidzonych piłkarskich społeczności jest czystym biznesem. Zdrady dopuszcza się ten, który napędza tę ekonomię. Problem w tym, że zdrada zdradzie nierówna, a w oparciu o dwóch byłych graczy Borussii Dortmund można byłoby napisać pracę dyplomową.

Judaszem BVB Robert Lewandowski na pewno nie jest, tak jak nie jest to opinia polskiego dziennikarza, czy ogólnie rodaka, który w obronie o dobre imię będzie szukał usprawiedliwienia dla czynów aktualnej monachijskiej „dziewiątki”.  - On po prostu tak wybrał. Nie chciał grać tu dłużej, skończył mu się kontrakt i wybrał najlepszą dla siebie ofertę – mówi nam jeden z kibiców Borussii przed Signal Iduna Park.

Takich opinii można pod stadionem znaleźć więcej. Podobnie jak żółto-czarnych koszulek z nieprzekreślonym nazwiskiem Polaka, czego nie można powiedzieć o Mario Goetze. Nienawiść do niespełna 23-latka jest wyjątkowo niezdrowa, ale racjonalna(?). – Spędził w tym klubie dwanaście lat i tak łatwo odszedł do Bayernu. To nic, że Borussia na nim zarobiła. Po prostu się sprzedał. Nigdy nie będzie miał u nas szacunku – przyznaje grupka młodych Niemców w szalikach BVB, którzy na pytanie o Mario zaczęli się przekrzykiwać.

Takie nastawienie jak tych czterech chłopaków mieli wszyscy kibice Borussii wewnątrz tętniącego życiem Westfalenstadion. Nawet meczowy spiker z premedytacją w trakcie wyczytywaniu nazwisk rywali przy wychowanku dortmundczyków robi dłuższą przerwę, by gwizdy i wyzwiska nie były przez nic zagłuszone.

Takiego nastawienia nie zmienia nawet fakt, że to przecież bramka zdobywa w finale przeciwko Argentynie przez Mario Goetze dała reprezentacji Niemiec mistrzostwo świata. Gracz Bayernu nie stał się niemieckim Andresem Iniestą, który nawet na stadionach największych rywali zbiera owację na stojąco za to, że w 2010 roku uszczęśliwił całą Hiszpanię.

Judasz judaszowi nierówny, dlatego dla Roberta Lewandowskiego sympatycy BVB mają więcej szacunku. Przede wszystkim ze strony Polaka zabrakło symbolicznego „pocałunku”. Nie zmienił klubu kuszony przez wielkie kwoty (aczkolwiek przy podpisaniu kontraktu swoje zarobił), wypełnił swój pracowniczy obowiązek, do końca strzelał gole i cieszył się z nich, choć wiedział, że jego koniec w Borussii zbliża się nieuchronnie.

W Dortmundzie taka wola walki nie pozostaje zapomniana. Żal jednak jest ogromny. Jeszcze większy był w sobotni wieczór, bo to właśnie bramka Polaka pozbawiła BVB choćby punktu. Ale tak jak „Lewy” nie cieszył się z trafienia, tak kibice Borussii nie powiedzą na niego złego słowa.

Jakub Ostrowski