Kurz opadł, wreszcie wszystko jasne, koniec niepewności i podgrzewania lekko już nieświeżych kotletów – Lewandowski podpisał kontrakt z Bayernem Monachium. Wszyscy wiedzieli, wszyscy byli przekonani, a jednak płomień niepewności umiejętnie podsycany przez media i rozdmuchiwany przez firmy bukmacherskie się tlił, a polskich i większość niemieckich kibiców zdążył mocno zmęczyć.

Przechodzimy więc powoli z ery przed – na erę po-transferową. O powodach, dla których polskiemu napastnikowi nie udało się zasilić Bawarczyków w lecie 2013 r., i dla których powinno się to wówczas stać, pisałem już w maju ubiegłego roku w tym miejscu
http://redakcyjny.blog.pl/2013/05/28/kucharski-pomogl-czy-popsul/
.

Lewy przechodzi do najlepszego klubu świata! Wciąż nie mogę w to uwierzyć – Polak w najlepszym klubie świata z widokami na dalszą hegemonię i moc sukcesów w najbliższych latach! Z drugiej strony nie mogę opędzić się od natrętnej myśli, że uciekło mu sprzed nosa kilka trofeów, które Bayern zdobył przez ostatnie pół roku i które prawdopodobnie zdobędzie w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Czasu pod okiem dopiero formującego „swój” Bayern Guardioli nikt mu już nie zwróci, a start w nowym klubie będzie miał zdecydowanie trudniejszy. Trener ma już swoją hierarchię, swoich ulubieńców i wykonawców, którzy rozumieją, o co w tym wszystkim Pepowi chodzi. Również Mario Mandzukić wykorzystał swoją szansę i chyba przekonał do siebie, początkowo sceptycznego wobec niego szkoleniowca. 10 goli w pierwszej fazie sezonu (zaledwie 1 mniej od Polaka) robi wrażenie, a jednak wciąż jestem zdania, ze Lewy znacznie lepiej pasuje do koncepcji Guardioli. Koncepcji, której podstawowymi składnikami są uniwersalność, wymienność pozycji, technika użytkowa, posiadanie piłki, spójność drużyny, boiskowa inteligencja. Zarówno w ustawieniu 1-4-2-3-1, jak i chyba docelowym dla Hiszpana 1-4-1-4-1 jest miejsce tylko i wyłącznie dla jednego napastnika. Ba! Niekiedy rezygnował w tym sezonie w ogóle z klasycznego snajpera, wystawiając fałszywego napastnika w postaci nominalnego pomocnika Thomasa Muellera lub Mario Goetze. Właśnie…. Dużym atutem Lewego w oczach Guardioli będzie umiejętność łączenia umiejętności snajpera i rozgrywającego. Umożliwi mu to grę zarówno, jako włączający się w konstruowanie akcji napastnik, jak i ofensywny pomocnik. Predyspozycje do gry kombinacyjnej i gry w różnych częściach boiska na połowie rywala to klucz do współpracy i wykorzystania pełnej gamy ofensywnych możliwości Ribery’ego, Robbena, Muellera, Kroosa, czy Goetze. To także kolejne opcje w galerii taktycznych rozwiązań pod bramką rywala dla Guardioli. Dlatego też, tak jak Lewandowski zastąpił w BVB króla pola karnego Lucasa Barriosa, tak i w Bayernie powinien z biegiem czasu zyskać przewagę nad Chorwatem.

Bayern konsekwentnie realizuje politykę opanowania Europy na długie lata. Taktyka transferowa klubu jednak wciąż biegnie starym, dobrze sprawdzonym torem. W pierwszej kolejności szukają na rodzimym rynku graczy już sprawdzonych w niemieckich realiach. Mierzą w zawodników jeszcze niewypalonych, zmotywowanych i głodnych sukcesu, a równocześnie już ukształtowanych, o uznanej renomie, ograniczając tym samym ryzyko transferowego pudła. Od zawsze też najchętniej osłabiali najgroźniejszego w danym okresie rywala, o czym przekonały się w przeszłości Schalke, Werder Brema czy Bayer Leverkusen, a obecnie Borussia z Dortmundu (vide statystyka poniżej). Zresztą to jeden z głównych powodów, dla których FC Holywood jest, delikatnie mówiąc, mało lubiany w Niemczech.

Taka długofalowa, konsekwentnie budowana wizja dominacji Bayernu na Starym Kontynencie, może się czkawką odbić samej Bundeslidze. Bawarczycy już drugi sezon z rzędu wspięli się na niedostępną dla innych drużyn orbitę i wydaje się, że prędko na ziemię nie zejdą. Fantastycznie rozwijające się rozgrywki, obfitujące w gole (3,2 na mecz w rundzie jesiennej), z pełnymi stadionami, ekscytującymi meczami i zdrowymi finansami, mogą stracić najważniejszy atut – emocje związane z walką o tytuł mistrzowski. Długoletnia miażdżąca przewaga Bayernu będzie jeszcze nudniejsza niż duopol Barcelony i Realu Madryt w Hiszpanii. Obym był złym prorokiem…

Kluby, którym Bayern Monachium najczęściej “podbierał” zawodników.

FC Nürnberg (dziewięciu zawodników)

August Starek (1968), Johnny Hansen (1970), Bertram Beierlorzer (1981), Norbert Eder (1984), Roland Grahammer (1988), Stefan Reuter (1988) , Manfred Schwabl (1989), Alain Sutter (1994), Michael Wiesinger (1999).

FC Schalke 04 (ośmiu zawodników)

Werner Ipta (1963), Hans Nowak (1965), Branko Oblak (1977), Jürgen Wegmann (1987), Olaf Thon (1988), Thomas Linke (1998), Hamit Altintop (2007), Manuel Neuer (2011).

Karlsruher SC (ośmiu zawodników)

Kurt Niedermayer (1977), Norbert Janzon (1977), Michael Sternkopf (1990), Oliver Kreuzer (1991), Mehmet Scholl (1992), Oliver Kahn (1994), Thorsten Fink (1997), Michael Tarnat (1997).

Bayer Leverkusen (ośmiu zawodników)

Helmut Winklhofer (1985), Alois Reinhardt (1991), Jorghinho (1992), Markus Münch (1996), Robert Kovac (2001), Zé Roberto (2002), Michael Ballack (2002),Lucio (2004).

Werder Brema (ośmiu zawodników)

Jürgen Röber (1980), Andreas Herzog (1995), Mario Basler (1996), Claudio Pizarro (2001 i 2012), Valérien Ismael (2005), Miroslav Klose (2007), Tim Borowski (2008).

Borussia M’Gladbach (siedmiu zawodników)

Karl Del’Haye (1980), Lothar Matthäus (1984), Stefan Effenberg (1990 i 1998), Patrik Andersson (1999), Marcell Jansen (2007), Alexander Baumjohann (2009), Dante (2012).

VfB Stuttgart (sześciu zawodników)

Dieter Hoeneß (1979), Bernd Martin (1982), Thomas Strunz (1995), Giovane Elber (1997), Pablo Thiam (2001), Mario Gomez (2009).

1. FC Kaiserslautern (sześciu zawodników)

Herwart Koppenhöfer (1969), Andreas Brehme (1985), Bruno Labbadia (1991), Marcel Witeczek (1993), Ciriaco Sforza (1995, 2000).

Rafał Sak (autor jest komentatorem Bundesligi i Ekstraklasy w Eurosporcie 2)