O co chodzi? Powoli zaczynam się gubić. Nagonka na Ludovica Obraniaka trwa w najlepsze. Że nie przyjechał na kadrę, że odmówił, że nie chciał. Zły chłop. Wstrętny. Be. Najlepiej niech zakopie się pod ziemię, zrzeknie polskiego obywatelstwa, pójdzie grać gdzieś do piątej ligi, a świat o nim zapomni.

Narzekanie na Obraniaka trwa w najlepsze od dłuższego czasu. Grał – źle. Nie gra – źle. Najpierw był głównym winowajcą słabych występów kadry. Źle podawał do Lewandowskiego, za wolno reagował, nie potrafił zintegrować się z resztą grupy, bo nie mówił po polsku. Same minusy. Niestety, mało kto zauważył, że bez Obraniaka reprezentacja gra identyczny – jeśli nie większy – piach. Lewandowski nadal nie strzela goli. Gra ofensywna wygląda równie słabo, co wtedy gdy występował niej piłkarz Bordeaux. Należy jeszcze dodać absolutny brak dobrze wykonywanych stałych fragmentów gry.

Jeden dobry mecz (Dania) Mateusza Klicha i Piotrka Zielińskiego sprawił, że nagle urodziła się druga linia. Ileż to było „ochów” i „achów”, że w końcu mamy zawodników, którzy są godni podawać piłkę „Lewemu”. Niestety, tak jak napisałem – był to tylko jeden dobry mecz. To wszystko. Dziś pierwszy narzeka na kibiców, a drugi jest kontuzjowany. Choć kiedy jest zdrowy również nie ma większych szans na grę w podstawowym składzie Udinese (oczywiście życzę, by to się zmieniło). Tymczasem nasz „negatywny” bohater wystąpił w trzynastu meczach Ligue 1 (tylko trzy razy został zmieniony) i strzelił cztery gole (plus asysta). Chyba nie jest to kompromitujący wynik? Dla porównania: Klich – trzynaście spotkań, jeden gol i cztery asysty; Zieliński – sześć spotkań (wszystkie z ławy), bez gola i asysty; Błaszczykowski – dziesięć spotkań, dwa gole i dwie asysty; Waldemar Sobota – dziewięć spotkań (w lidze belgijskiej), dwie asysty. Rzeczywiście, ten Obraniak taki słaby?

Odnoszę wrażenie, że PZPN zadzwonił do Obraniaka tylko po to, by nikt nie czepiał się Adama Nawałki. Żeby nikt nie gadał, że nie chce go nawet sprawdzić. Żeby nikt nie przypominał, że prezes PZPN Zbigniew Boniek zwyczajnie go nie lubi i jakiś czas temu podkreślał, że nie powinno być Obraniaka w kadrze. Żeby nie wyglądało na to, że Nawałce cokolwiek i ktokolwiek coś narzuca.

Piłkarz miał odmówić przyjazdu na kadrę mówiąc, że ma „swoje sprawy”. Ale nikt nie powiedział, o jakie sprawy chodzi. W dniu meczu z Irlandią urodziło mu się dziecko. Akurat jestem w stanie zrozumieć, że piłkarz niechciany w reprezentacji przez prezesa PZPN, atakowany przez media i dodatkowo mający (ponoć) problemy z innymi zawodnikami nie przyjeżdża na kadrę w takich okolicznościach. W dodatku, na dwa mecze towarzyskie, z przeciętnymi (choć dla naszej kadry i tak za mocnymi) rywalami. Towarzyskie. Nie ma znaczenia, czy otrzymał telefon dwa tygodnie, tydzień, czy dwa dni wcześniej. „Sorry synku, nie byłem przy twoich narodzinach, bo musiałem na kadrę jechać, zagrać ze Słowacją i Irlandią. Później wszyscy po mnie jechali, bo za mało podań miałem, byłem bezproduktywny i generalnie wprowadziłem złą atmosferę. Tak mówili i pisali, choć spędziłem na boisku 45 minut”. Dlatego decyzja Obraniaka kompletnie mnie nie dziwi. Tym bardziej, że gdyby chodziło o innego zawodnika, np. Artura Boruca, Wojtka Szczęsnego, czy Kubę Błaszczykowskiego, zapewne nikt nawet nie pisnąłby słowem.

Zadziwia mnie też zachowanie, co poniektórych dziennikarzy. Może i nie jestem utalentowany, nie napisałem książki i nie mam nazwiska, które regularnie pojawia się w mediach, ale akurat umiem czytać. I głupoty, jakie w kilku przypadkach napisano w sprawie Obraniaka aż rażą w oczy. Jeden coś powie, kolejni powtarzają. Bo tak łatwiej, fajniej, lepiej? Bo po co psuć sobie dobre relacje z innymi zawodnikami, piłkarskim związkiem i kumplami ze środowiska kosztem gościa, który i tak nie rozumie po polsku? Dziecinada.

Piotr Onami